Powodzenia, doktorze Frankenstein!

Oj, nie ma Frankenstein jakoś szczęścia – i nieważne, czy chodzić nam będzie o doktora Wiktora Frankensteina, który jako jedyny „ma prawo” do tego imienia, czy bezimiennego stwora, którego ów doktor powołał do życia, czy wreszcie powieść Mary Shelley o takimże tytule, której analizą zajęliśmy się przed tygodniem.
Tak bowiem, jak napisałem ostatnio – trudno o drugą tak skrzywdzoną przez popkulturę książkę, jak Frankenstein właśnie. Napisana na początku XIX wieku przez angielską pisarkę Mary Shelley powieść w kolejnym stuleciu została tak niemiłosiernie przetworzona, zwłaszcza przez mnożące się jak kurz na czarnym blacie ekranizacje filmowe, z których prawie żadna nie przedstawia jakiejkolwiek wartości artystycznej, że z literackiego pierwowzoru w powszechnej świadomości zostało niewiele.
Ale, kto by się tam przejmował jakąś starą książką…

Co łączy aktorów widocznych na poniższym zdjęciu?

Macie rację – wszyscy w swojej karierze wcielili się w postać stwora Frankensteina – niektórzy nawet kilkukrotnie. Dla jednych (Karloff) była to rola życia, dla innych (De Niro, Lee) jedna z bardzo wielu, dla jeszcze innych (Lugosi, Prowse), ważna, ale nie najważniejsza, bo przywiązani byli już do innych postaci (Dracula, Lord Vader).
A teraz szybkie pytanie – ilu z nich rozpoznajecie od razu i ilu kojarzy Wam się z Frankensteinem?
No właśnie.
Powieść Mary Shelley na przestrzeni ostatnich stu lat doczekała się bez mała kilkuset filmowych nawiązań, z których jednak ledwie kilka miało cokolwiek wspólnego z literackim pierwowzorem.
Za „całe zło”, jakie wyrządzono powieści – i powieściowemu stworowi – odpowiada ekranizacja z 1931 roku, w której w potwora wciela się Boris Karloff:

A potem poszło już za ciosem – dziesiątki filmów, w których postać potwora, ochrzczonego – a jakże! – mianem Frankensteina, mielona jest na wszelkie możliwe sposoby. Pojawiają się całe tabuny krewnych (siostra, matka, ojciec), pomiotów (dzieci, wnuki, syn, córka) czy kobiet (żona, narzeczona, kochanka). Frankenstein spotyka mumię, Drakulę, Abbota i Costello, a nawet Alvina i Wiewiórki. Leci w kosmos, budzi się w przyszłości, spada na niego klątwa i sam rzuca klątwę na innych.
Co oczywiste, większość z tych produkcji to tandetne horrory lub produkcje, które dość luźno nawiązują do całej historii.
Z morza horrorów jednym z bardziej udanych jest Przekleństwo Frankensteina z 1957 roku z Christopherem Lee w roli potwora:

Z książką Mary Shelley wspólnego ma coś więcej ledwie kilka.
Zdarzają się też dość udane parodie, jak Młody Frankenstein Mela Brooksa:

ale są to bardziej parodie filmu z Karloffem, niż nawiązania do książki.
Pierwszą naprawdę udaną ekranizacją – i, niestety, jak dotąd jedyną – jest Frankenstein w reżyserii Kennetha Branagha z 1994 roku, ze świetnym Robertem De Niro w roli stwora:

Film, choć daleki od ideału, dość wiernie oddaje ducha powieści i choć częściowo rehabilituje postać monstrum, które dotychczas przedstawiano właściwie tylko jako bezmyślnego stwora, którego wszystkie dotychczasowe wizerunki sprowadzały się praktycznie do jednego mianownika, wyznaczonego przez tę twarz:

Nie chodzi już nawet o to, że film z 1931 roku jest zły sam w sobie – problem w tym, że niemal wszystkie późniejsze ekranizacje odnosiły się nie tyle do książki, co do tegoż filmu właśnie, mieląc w nieskończoność ten sam sposób adaptacji.
A przecież historia jest naprawdę fascynująca i daje kolosalne wręcz możliwości interpretacyjne!
Nie chodzi więc o to, aby iść tropem Branagha i powtarzać – udany skądinąd – sposób opowiadania tej historii – chodzi o to, aby wydobyć z tej historii coś nowego, a potencjał na to jest ogromny.

Produkcja teatralna Danny’ego Boyla z Benedictem Cumberbatchem i Jonny’m Lee Millerem jest całkiem ciekawym krokiem naprzód dla tej opowieści…

Ciekawe, jaki będzie Frankenweenie Tima Burtona, który już niedługo wejdzie na ekrany kin:

Jak widać jest nadzieja dla Frankensteina…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s