Tydzień VII – Arturo Perez-Reverte, „Klub Dumas”

.Mój ulubiony aktor wszystkich czasów, Cary Grant, powiedział kiedyś – „Wszyscy chcą być Carym Grantem. Nawet ja.”. I ja też, mógłbym dodać. Tymczasem gdybym mógł kiedyś wybrać, którym bohaterem literackim chciałbym być, po dłuższej chwili wahania wybrałbym pewnie niepozornego łowcę książek, Lucasa Corso.
I wcale bynajmniej nie chodzi o słynne siekacze, dzięki którym nasz bohater mógł obdarzać wszystkich uśmiechem królika-niewiniątka…

Po raz pierwszy Klub Dumas wpadł w moje ręce gdzieś pod koniec lat 90. Pamiętam, że były to początki liceum, a ja przeżywałem wtedy apogeum moich czytelniczych możliwości, pożerając książkę za książką. Gdy zabrałem się za lekturę powieści Reverte’a nie miałem zielonego pojęcia, o czym będzie – jakąś sugestią był znaczący tytuł książki, choć, wstyd przyznać, Muszkieterów wtedy jeszcze nie znałem

Sympatyczna gęba i wspaniały pisarz!

Gdy tylko skończyłem czytać Klub Dumas po raz pierwszy wiedziałem, że będzie to moja ulubiona książka. Taka, którą mógłbym czytać i czytać i nigdy by mi się nie znudziła. Tak, jak chciałbym być Carym Grantem – albo Lucasem Corso – tak, gdybym wreszcie doprowadził setki moich pomysłów do końca i został pisarzem, to chciałbym pisać jak Reverte. Nawet, jeśli żadna inna z jego książek nie jest nawet w połowie tak dobra, jak niezwykłe przygody niejakiego Corso, który całkiem nieprzypadkowo wplątał się w naprawdę szatańską historię…

Diabeł zakochany

Corso Corsem, ale nikt tak nie przykuwa uwagi w tej historii, jak tajemnicza Dziewczyna. Zapomnijcie o filmie Polańskiego i bodaj najgorszym zagraniu castingowym w historii kina, jakim było obsadzenie w roli Dziewczyny Emmanuel Seigner.
Powieściowa Dziewczyna, przedstawiająca się jako Irene Adler (sic!) to w moim skromnym rankingu kobiecych postaci literackich samotna liderka.
Gdybym miał się kiedyś zakochać w jakiejś kobiecie ze świata literatury, to byłaby
Ona :).

Z bliska jej oczy sprawiały wrażenie jeszcze jaśniejszych i bardziej zielonych, przypominały ciekłe szkło. Efekt podkreślała opalenizna, nietypowa jak na koniec marca. Krótkie włosy z chłopięcym przedziałkiem po lewej stronie przydawały jej urodzie oryginalności i pewnej sympatycznej dwuznaczności. Była wysoka, szczupła i wysportowana. I bardzo młoda.

Szatan naszych czasów, nie ma co :).

Gdy przeczytałem Klub Dumas ostatnio – po raz któryś już – nie tylko odżyła cała moja sympatia do tej historii i jej bohaterów, ale też wreszcie w pełni świadomie mogłem dostrzec, jak wspaniałe literacko jest to dzieło. Fenomenalna postmodernistyczna gra literacka – nie tylko dla miłośników i znawców powieści Dumasa – w połączeniu z rasowym kryminałem, ocierającym się nawet o thriller, wreszcie stara dobra przygoda w nowych ramach i wycieczka w stronę niezwykłej fantastyki.
Bo nikt chyba nie uwierzy, że Irene Adler to prawdziwe nazwisko…

Kto chce się pobawić?

Klub Dumas to niesamowita intelektualna zabawa i piętrowa gra dla każdego, kto potrafi – i chce! – się dobrze bawić podczas lektury. Dla każdego, dla kogo książki to coś więcej, niż oprawione kartki i druk na papierze. Jeśli wciągniemy się w niezwykłą grę, którą od pierwszej strony – ba! od tytułu książki! – proponuje nam Perez-Reverte to gwarantuje Wam, że będziecie się doskonale bawić.
Jeśli nie, to albo ja nie znam się na literaturze, albo Wy :).

Znajdź różnice między rycinami razem z Corso…

Wydana w 1993 roku książka z miejsca stała się literackim wydarzeniem i zyskała rzeszę fanów. Jeśli ktoś zwątpił w ponowoczesną prozę obcując z ta pozycją ma szansę się nawrócić. Nieprzypadkowo też pojawia się ona w moim zestawieniu teraz – po Mistrzu i Małgorzacie, Procesie, Trzech Muszkieterach i Podróżnym… Calvino – ma w sobie bowiem coś z każdej z tych książek: niebywały humor, fantastyczne tło, zagadkę i próbę jej rozwikłania, brawurową historię, intelektualną grę z czytelnikiem.
Moment, w którym Corso zastanawia się, czy jest „prawdziwy”, czy jest „tylko” bohaterem literackim to sytuacja, w której historia zaczyna rozsadzać ramy książki i dosłownie z niej „wychodzi”. Dysputy Corso z Balkanem o genezie powieści Dumasa czy rękopisie Torchii to z kolei popis erudycji i szermierki słownej, z kolei wszystkie sekwencje, w których pojawia się Irene Adler to poezja w czystej postaci.
Mówiłem Wam już, że to moja ulubiona książka?
No ale cóż, jak to się rzekło:

Każdy czytelnik ma takiego diabła, na jakiego zasłużył.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s