Tydzień VI – Wolter, „Kandyd”

Dla kogoś takiego jak ja, dla kogo wizja „uprawiania własnego ogródka” nie jest wizją szczególnie przyjemną (tak, przyznaję, działkowicz ze mnie marny), Kandyd może być lekturą trudną do przyjęcia. Na szczęście pozory mylą i Wolterowi wcale tak naprawdę nie chodzi o to, abyśmy ruszyli pielić grządki i szukali tam swojego szczęścia.
Kandyd bowiem – poza całym mnóstwem aluzji, nawiązań i motywów – jest przede wszystkim doskonałym dowcipem, który potrafi bawić – do łez! – nawet dziś!
Bohaterów tej szaleńczej i brawurowej zarazem historii spotykają tak niewiarygodne historie (swoją drogą miejscami zarysowane bardzo pobieżnie, szkicowo – nie fabuła jest tu bowiem najistotniejsza), a spiętrzenie nieprawdopodobieństw i spadających nań z każdej strony katastrof jest tak wielkie, że nie sposób nie uśmiechnąć się pod nosem i stwierdzić iż faktycznie „świat ów nie jest najwspanialszym ze światów”. Co jednak począć, jeśli świat ów jest jedynym?

Czytaj dalej

Reklamy

Tydzień V – Italo Calvino, „Jeśli zimową nocą podróżny”

Pamiętam, gdy czytałem Podróżnego po raz pierwszy – to było na drugim roku studiów, w ramach zajęć z kultury europejskiej. Do wyboru mieliśmy kilka lektur z listy, ja jednak uparłem się, że przeczytam wszystkie. I prawie mi się udało :).
Jedną z pierwszych książek, za które się zabrałem, była powieść Italo Calvino Jeśli zimową nocą podróżny – choć nie oceniam książek po okładce, to po tytułach czasami – i tak też było w tym przypadku.
Pamiętam też, że już od samego początku uderzyło mnie, że nigdy czegoś podobnego wcześniej nie czytałem. Książkę pochłonąłem w jeden dzień – czytałem w tramwaju, na akademikowym balkonie, przed spaniem. To było jak objawienie – a więc i tak można pisać! Przez lata książka Calvino osiadła gdzieś w mojej głowie aż wreszcie wróciłem do niej przed tygodniem…

Czytaj dalej