Kino nie dla Mistrza, czyli dlaczego jest aż tak źle?

Po przeczytaniu Mistrza i Małgorzaty na początek mojego projektu wymyśliłem sobie, coby każdą przeczytaną książkę spróbować później zobaczyć w wersji kinowej bądź telewizyjnej. Problem z tym, że powieść Bułhakowa nie doczekała się jak dotąd solidnej choćby kinowej ekranizacji, zdany więc byłem na kilka produkcji z pogranicza teatru i telewizji. Jakiś czas temu już miałem (nie)przyjemność zobaczyć rosyjski miniserial z 2005 roku, liczący sobie 10 odcinków.

Dałem radę zobaczyć tylko pierwszy – ja się do oglądania takich rzeczy chyba po prostu nie nadaję. Drętwe to takie i wyprane z emocji. Emocji!
Czytaj dalej

Tydzień I – Michaił Bułhakow, „Mistrz i Małgorzata”

Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwu obywateli.

Tak, pierwsze zdanie książki jest bardzo ważne. Jeszcze nie ruszyliśmy się z miejsca, jeszcze nie wiemy do końca, o co chodzi, a już możemy być za/o-czarowani. Albo roz-, jak kto woli.
Tak więc

Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwu obywateli.

I już po mnie – już wiem, że nie oderwę się od książki, póki jej nie skończę. Tak było za pierwszym razem…
Czytaj dalej

Jak znów zacząłem czytać, czyli pora ruszyć w drogę!

Mam 28 lat i napisałem w życiu trzy książki – w tym jedną do końca, kilkanaście opowiadań i całe tuziny wierszy, ale artysta ze mnie żaden. Równocześnie jednak przeczytałem bez mała tysiąc i set pewnie parę książek – nie licząc tych z serii Poczytaj mi, mamo – i uważam się za zdecydowanie lepszego czytelnika, niż autora.
Od jakiegoś czasu jednak z przerażeniem zauważyłem, że książek czytam coraz mniej, a jeśli już, to sięgam po opowiadania, komiksy, albumy i książki popularnonaukowe, podczas gdy opasłe tomiszcza powieści zachodzą kurzem na najwyższej półce. Nic w tym złego, ale sam się zdumiałem gdy policzyłem sobie, że jeszcze dziesięć lat temu czytałem po kilkaset stron dziennie, podczas gdy teraz średnia ta nie dość, że spadła, to z książek przerzuciła się jeszcze na inne teksty.
Lata też już minęły od czasu, gdy miałem w swoich rękach Proces, Odyseję, Fausta czy Boską Komedię, a Anny Kareniny jakoś nie dane mi było nigdy przeczytać.
Wymyśliłem więc sobie, coby zebrać się nieco w sobie i nie tylko raz jeszcze przeczytać najlepsze i najważniejsze książki, z jakimi miałem styczność, ale też wreszcie sięgnąć po te, które za najlepsze i najważniejsze uchodzą, a których przeczytać jeszcze nie zdążyłem.
Dlaczego 156? Ano dlatego, że tyle tygodni mieści się w trzech latach, a w takim czasie chciałbym przeczytać 156 wybranych przeze mnie najważniejszych książek światowej literatury – po jednej na każdy tydzień.

Czytaj dalej